Maskotka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy pan Mirek zaczynał swoją karierę jako maskotka Polpharmy Starogard Gdański, to miał niewielką konkurencję. Czuł się jak pionier na nieznanym gruncie.

Mówi się o nich niewiele albo wcale. Zawsze ważniejsi są koszykarze, trenerzy i kibice. Wykonują ‚brudną’ robotę, aby widowisko sportowe miało należytą oprawę. Mowa oczywiście o pracownikach odpowiedzialnych za obsługę meczów Farmaceutów. Jednym z nich jest Mirosław Bławat, który, czyli Diabeł Kociewski, który maskotką zespołu jest od  prawie osiemnastu lat.

 

Gdy pan Mirek zaczynał swoją karierę jako maskotka Polpharmy Starogard Gdański, to miał niewielką konkurencję. Czuł się jak pionier na nieznanym gruncie.

 

– Tomasz Lamek oraz Jarosław Sarzało zaproponowali mi tą funkcję. Wahałem się, ale trema minęła po pierwszym spotkaniu. I tak minęło już 18 lat – mówi p. Mirek.

 

Mało kto pamięta, że pierwszym uniformem Diabła Kociewskiego był smoking po Stanisławie Karbowskim (prezydent Starogardu 1998-2006). Później pan Mirek dorobił się ‘diabelskiej maski’ (tak naprawdę element dekoracji restauracji Słoneczna), która wraz z długim ‘diabelskim’ ogonem była znakiem rozpoznawczym maskotki starogardzkiego teamu. Do pierwszego  wizerunkowego liftingu Diabła Kociewskiego doszło za rządów Jarosława Poziemskiego – maskotka straciła diabelskie rysy, stała się pulchnym, sympatycznym Diabełkiem.

 

– Sama ‘głowa’ waży z 5 kilogramów. Do tego futro i kopyta. Myślę, że będąc Diabełkiem ważę 10 kg więcej. Aby podołać zadaniu rzuciłem palenie, bo 1,5 h meczu kosztuje wiele sił. Uniform maskotki po każdemu meczu oddawany jest do pralni i wraca dopiero po trzech dniach – dodaje p. Mirek.

 

Pan Mirosław przyznaje się, że czeka na towarzysza, bo jest uniform zapasowy, ale potencjalnych kandydatów nie widać.

 

– Kocham być maskotką i mam nadzieję być ją jeszcze bardzo długo. Uwielbiam atmosferę meczu, kontakty z kibicami, szczególnie tymi najmłodszymi. Staram się rozwijać, uczę się nowych układów. Zobaczmy jak będzie – kończy Mirosław Bławat.

 

 

PYTANIA KIBICÓW

 

Mateusz: co jest największą motywacją w tym, co pan robi i co daje panu  największą radość ?

 

Fakt, że kocham to, co robię. Fajnie, że ktoś mnie zauważył, że ktoś mnie docenił. Ważne jest dla mnie również to, że mimo wieku wciąż jestem robić to dobrze.

 

Jakub: czy ciężko się chodzi w stroju diabła?

 

Bardzo ciężko. Nie potrzebuję sauny, ani żadnej terapii odchudzającej. Rekompensuje mi to sympatia kibiców, którą czuję na każdym kroku.

Justyna: czy nie korci pana podczas meczu ściągnąć strój i się ujawnić ?

 

Rozmawiałem już kiedyś na ten temat z prezesem Poziemskim, bo „krążyła” taka wersja, że Diabłem Kociewskim jest jedna z cheerleaders. Ale publicznie czynię to dopiero teraz.

 

Maciej: Jak diabeł  motywuje się podczas meczu, gdy drużynie nie idzie najlepiej?

 

Przeżywam każdy mecz, bo towarzyszą mi podczas spotkania wielkie emocje. Gdy przegrywamy, to staram się uspokoić fanów, gdy wygrywamy, to często nie pamiętam wyniku. Po prostu jestem w transie.

 

Marta: skąd w panu tyle pozytywnej energii, która otacza pan dzieci i młodzież?

 

Kocham dzieci. Nawet, gdy jestem w „cywilu”, to lubię „powygłupiać” się z najmłodszymi. Taki mam charakter.

 

Daria: czy jest pan też taki rozrywkowy w życiu prywatnym ?

 

Raczej tak (śmiech). Musicie zapytać się mojej żony.

 

Gosia: gdzie pan Mirek chowa ogonek?

 

Chowam go do środka, bo za często szarpały go dzieci. Wolę, gdy łapią mnie za nogę czy też głowę, bo ogonek jest zbyt cenny.

Rafał: czy ciężko było przełamać strach przed wystąpieniem przed tak liczną publicznością ?

 

Tak. Podczas debiutu w Hali Agro było bardzo trudno. Na szczęście Jarosław Sarzało, mój były dyrektor, potrafił znaleźć na to sposób.

 

Sabina: gdzie pan pobierał lekcje tańca ?

 

Nie, ale bardzo chciałbym. Podpatruję cheerleaders lub idę na „pełen spontan”.

 

Alicja: ile stopni Celsjusza jest wewnątrz gdy emocje na meczu sięgają zenitu ?

 

Nie miałem nigdy ze sobą termometru, ale uwierzcie mi, że po kilku minutach czuję krople potu na twarzy.

 

Patryk: czy chciałby pan zostać dłużej maskotką Polpharmy?

 

Chciałbym i to bardzo. Chyba, że prezes oraz kibice stwierdzą, że jestem za słaby. Młodszy już nie będę, ale staram się.